Witam.
Na początku przedstawię pokrótce czego oczekuję od forumowiczów którzy napotkali na mój post. Chciałbym rozważyć swój przypadek w kontekście diagnozy i -choć w większości zapewne w postaci nie fachowej pomocy, liczyć na porady.
Mimo że przeglądam to forum od blisko dwóch lat to dopiero teraz los czy może raczej zła decyzja spowodowała że postanowiłem przedyskutować swój przypadek z grupą ludzi jadących na tym samym wózku co ja i chociaż nie jest to wózek osoby niepełnosprawnej motorycznie to wszyscy wiemy jak potrafi stygmatyzować i alienować od środowiska.
Teraz postaram się w dużym skrócie opisać swój przypadek. Zacznę rzecz jasna od dzieciństwa gdzie rodzi się większość zaburzeń tego typu przy czym będę chciał "wyłowić" rzeczy które są istotne. Przede wszystkim był to okres kiedy chłonąłem wszystko jak gąbka, w szkole byłem prymusem. Program nauczania mogę potraktować dwojako, z jednej strony realizowałem się przezeń co sprawiało że czułem się wyjątkowy z drugiej zaś strony nie spełniał moich oczekiwań więc zacząłem skupiać się na własnej psychice. Powodowany wybujałą wyobraźnią (fascynacja sci-fi) doszedłem do momentu w którym potrafiłem stymulować swój mózg choć nie jak głosi wpis pod tym hasłem na "sjp" pobudzać do działania a jedynie spowodować odczucie które mógłbym przyrównać jedynie do pierwszych podpalanych papierosów. Do tego doszły natręctwa co w efekcie niejednokrotnie sprawiało że chodziłem jak odcięty od rzeczywistości. Mając ukończone 10 lat zachorowałem na-na co wskazują przewertowane przeze mnie dziesiątki artykułów, depresję. Gdybym chciał opisać ten okres i dodatkowo zwieńczyć go wnioskami to pewnie światło dzienne ujrzała by książka "Z dziennika budowlańca-gdy tracisz grunt pod nogami" która to być może kiedyś skwapliwie spiszę:). Jesteśmy przy następnym etapie, przełomie w moim życiu. Liceum, nauka, spotkania z liczna grupą ludzi w konfrontacji z moim paraliżującym lękiem przed ludzkim wzrokiem. W zasadzie podporządkowałem pod niego całe swoje życie przyjąwszy że tak jak u początku wywoływał on u mnie blokadę psychiczną tak w klasie maturalnej był motywacją do działania. "Dobrze, mam taka przypadłość, nie sposób jej zaradzić, więc trzeba przerodzić ją w atut"-jak pomyślałem tak zrobiłem. Tutaj moje życie nabiera tempa. Dobrze zdana matura, prestiżowe studia. Byłem u szczytu formy. Nienaganna aparycja, praca nad sobą, umiejętność skupienia uwagi i przede wszystkim podparta bystrym umysłem elokwencja wprowadzały mnie na przysłowiowe salony. Jak widać wszystko układało się świetnie, ale w tym miodzie była łyżka dziegciu. Cały czas byłem przekonany że dotyczy mnie jakaś jednostka chorobowa, co jak na ironię chroniło mnie przed chłonięciem wiedzy z zakresu psychiatrii. Nadeszły feralne wakacje. Czas odpoczynku przerodził się w czas prawdy. Jedno jest pewne, w tamtym trudnym okresie brakowało mi ciągłości która miałem na studiach. Nieustajace wyzwania i chęć bycia idealnym znakomicie się z nimi komponowały. Około 2 tygodnia wakacyjnej przerwy objawy choroby zaczęły dawać mi się we znaki. Wtedy zacząłem gorączkowo przeglądać i co gorsza utożsamiać się z wszelkimi odstępstwami od normy zawartymi w kilkustronicowym artykule o borderline. Ktoś nazwał moją chorobę, zacząłem cierpieć na derealizacje i depersonalizację. Potem objawy potoczyły się lawinowo punktem kuluminacyjnym był szeroko pojęty atak paniki. Tego się nie da opisać słowami. Człowiek przestaje myśleć, jedynym co zdaje się wtedy potwierdzać egzystencję jest paniczny strach- a więc też ludzki odruch. Następstwem tego wydarzenia była farmakoterapia. Lorafen, zolafren, zalasta, sprawiły że stałem się wręcz niepełnosprawny. Zapytacie pewnie, skąd wiesz ze to nie efekt choroby?. Otóż po napadzie zostałem przewieziony do ośrodka gdzie zaaplikowano mi strzykawką jakaś substancje, która przywróciła mi zdolność logicznego myślenia. Odbyłem rzeczową rozmowę z lekarzem po czym zdecydowałem że będę się leczył ambulatoryjnie. Nazajutrz po przebudzeniu nie czułem niczego. Najbardziej brakowało mi oczywiście myślenia. Gorączkowo próbowałem przypomnieć sobie najprostsze fakty ze swojego życia. Zasadniczo ten efekt nie ustąpił aż do odstawienia leków(w międzyczasie brałem fluanxol i solian). Nie będę się rozpisywał o skutkach farmakoterapii bo to forum jest zasobne w wiele temu podobnych wątków. Idąc dalej, po niespełna dwóch latach odstawiłem leki. Przez pierwszy dzień czułem się dobrze, w drugi jeszcze lepiej by poczuć szczyt formy w dniu trzecim. Wtedy to właśnie przygotowywałem się do kolokwium z całek i czytałem dość ambitne teksty. Jednym słowem dałem umysłowi trochę popalić. Poczułem że trochę przesadzam więc odszedłem od komputera, zrobiłem sobie 15-to minutowy spacer. Wróciłem i się zaczęło, poczułem napływ emocji, których nie czułem od początku leczenia. Emocje te zdominowały moje myślenie. Tym razem byłem na to lepiej przygotowany więc przedawkowałem clonazepam i w końcu ustało. Tym razem podszedłem również do tego eksperymentalnie bo choć jest to najprzykrzejsza rzecz z jaką przyszło mi się zmagać to warto zachować trochę samokontroli aby pomóc w przyszłości sobie a może jeszcze komuś. Pewne jest że nie było to spowodowane psychozą, spałem również wystarczająco długo. Jeżeli jest ktoś kto mógłby posłużyć mi dobrą radą to proszę o kontakt. Może to być również otwarta korespondencja tak aby inni mogli skorzystać.
PS: W ciężkich stanach podczas farmakoterapii pomocne było mi to że lekarz nie zdiagnozował mojego przypadku jako schizofrenia co z miejsca spowodowało że przestałem poszukiwać choćby na tym forum przeróżnych przypadków z których w większości się utożsamiałem. Pozdrawiam i czekam na odzew.





