Od 27 lat jestem zamężna z człowiekiem, który uchodzi za dziwnego aczkolwiek wszyscy go lubią gdyż potrafi być czarujący,a poza tym jest światowy, zna kilka obcych języków, umie się zachować itp.
Jego ojciec był kompletnie zdziwaczałym geniuszem, więc dziwne zachowania u syna jakoś nie podpadały.
Potem jednak było już tak źle, że podejrzewając depresję wysłałam go do kilku lekarzy którzy stosowali różne pigułki antydepresyjne, niestety, bez większych skutków. Na dzisiaj, zwłaszcza dla mnie, sytuacja jest dramatyczna.
Ale po kolei:
- Mój mąż jest człowiekiem bardzo zdolnym więc w swej pracy osiągnął sukces, kierownicze stanowisko, dobre zarobki itp. A jednocześnie od lat nienawidzi swej pracy i jedynym jego marzeniem jest jak najszybsza emerytura a każdy dzień w pracy to podobno tortura.
- Ma ciągle zmienne nastroje, które próbuje dusić łykając ogromne ilości Walerinu i Magnezu z Wit.B
- Denerwują go ludzie i właściwie wszystko go denerwuje, nie utrzymuje z nikim bliskich kontaktów i nigdy nie utrzymywał,
- Ciągle wszystko po wszystkich sprawdza i poprawia i nikomu nie wierzy, że wykonał coś dobrze, co wydłuża jego dzień pracy w nieskończoność,
- Nigdy nie chciał się związać z jednym miejscem, nie chciał kupować mieszkania ani domu w przekonaniu, że gdzieś kiedyś znajdzie jakieś cudowne, własne miejsce na ziemi. Dom zbudowałam ja sama przy ogromnej wrogości mego męża do całego przedsięwzięcia. Do dzisiaj nienawidzi tego domu i nie wiele przy nim robi zostawiając mnie z problemami. Kupiliśmy też mieszkanie w innym mieście, w którym zawodowo często bywa, ale i to miasto nie jest - jak mówi - jego i nic w tym mieszkaniu nie robi, chociaż potrafi. Problem w tym, że miał już kilka razy możliwość zamieszkania tam, gdzie sobie to wymarzył i za każdym razem w ostatniej chwili wycofywał się ze swojego planu po to, by wymyślić za chwilę jakieś nowe "cudowne " miejsce.
- Potrafi spać bez ograniczeń i jeść raz na dzień a czasem raz na 2 dni,
- Nie ma żadnego hobby i żadnych zainteresowań, poza może podróżami, ale i z tym jest co raz gorzej,
- Od dawna nie ma już między nami żadnych intymnych kontaktów, mam wrażenie, że on unika wszystkiego, co może się wiązać z wydatkiem energii.
Przyznam się, że jestem o krok od rozwodu, gdyż nie potrafię tego wszystkiego już wytrzymać.
Moja znajoma, której opowiedziałam całą sytuację twierdzi, że to może być schizofrenia.
Proszę, powiedzcie mi, czy to jest schizofrenia, depresja czy może jakaś inna choroba. Czy już ktoś miał do czynienia z podobnym przypadkiem?




