Zaczynając od początku. Mam 15 lat. Jestem w 3 klasie gimnazjum.
Od około 1,5 roku mam ciągłe bóle głowy. Miałam robioną tomografie głowy 3 razy, która nic nie wykazała. Byłam U kilku neurologów, laryngologów itd. każdy z nich mówił że nic mi nie jest. Że nie wiedzą skąd się biorą te bóle. Wydaję mi się że to jednak sprawa mojej psychiki.
Zauważyłam że przejmuję się prawie wszystkim. Nawet tymi rzeczami, które nie dotyczą mnie. Coraz bardziej przejmuję się swoja przyszłością. Najgorsze jest to, że nie mam ochoty w ogóle żyć. Nie mam już siły żeby męczyć się z tymi problemami. Bardzo często mam myśli samobójcze. Zastanawiam się co mogę zrobić żeby już tak nie cierpieć... Miałam już taką sytuację, że przyszykowałam sobie tabletki... Ale niestety nic z tego nie wyszło, bo ktoś mi przeszkodził... Kilka miesięcy temu zaczęłam się okaleczać, ból fizyczny dawał ulgę bólowi psychicznemu... Niestety to dawało ulgę tylko na chwilę.
Czasem chciałabym żeby ktokolwiek to dostrzegł, bo sama boję się o tym mówić... Chciałabym powiedzieć o tym rodzicom ale boję się. Boję się ich reakcji... Chciałabym żeby ktoś mi pomógł, bo na prawdę sama nie daję już rady.Nie wiem ile czasu jeszcze wytrzymam... Nie wiem co robić żeby sobie pomóc. Boję się pójść do psychiatry czy psychologa... :((
W szkole, w domu lub w każdym innym miejscu udaję jaka to jestem szczęśliwa... A tak naprawdę cały czas myślę o tym jakby to ze sobą skończyć...
Liczę na waszą pomoc... W tym co powinnam zrobić w tej sytuacji... czy to naprawdę może być depresja...? Jak powinnam powiedzieć o tym rodzicom...?




