Mam 15 lat, moja mama 9 miesiecy temu urodzila mi siostryczke, bardzo ją kocham jednak mam juz tego dosyć. Wczesniej wszystko było inaczej. Teraz moje życie strasznie się zmieniło. Rano idę do szkoly, prosto ze szkoły wracam do domu i siedzę sama z Wiktorią, o 19 ją myję i kolo 20 usypiam, pozniej siadam na komputer na ktorym w sumie nic nie robie. Po całym dniu siedzenia z dzieckiem co wcale nie jest takie proste wieczorem po 21, gdy jestem już wolna, nawet nie mam siły na jakie kolwiek prace domowe czy naukę, co wiąże się z tym że w szkole bardzo źle mi idzie, dzwonią do mnie koleżanki czy ide na dwór itd a ja zawsze odpowiadam to samo "nie moge bo siedzę z siostrą' w końcu znajomi się odemnie odsuneli, bo komu się chce przyjść do mnie gdy ja musze cały czas biegać za dzieckiem, jak placze uspakajać dawać jeść i w sumie nie bardzo mam czas bo pomiędzy siedzeniem z siostrą sprzątam w domu i czasami gotuję obiady itd. miałam chlopaka z którym bylam ponad rok, i juz od miesiąca się nie widzimy bo on do mnie nie przyjezdza i mowi mi tylko " no przeciez ty nie mozesz przyjechac? " mowi mi ze nie ma czasu, pieniedzy na bilet itd po czym dowiaduje się od znajomego że gdzieś tam byl z kolezankami i kolegami z osiedla. Cholernie mnie to boli, na domiar tego 3 dni temu powiesił się mój kolega którego znam od dziecka, od 3 dni chodzę i płaczę. ostatnio gdy pokłóciłam się z mamą, bo powiedziala mi słowa, może nie przemyślane nie wiem.. jak jej powiedzialam ze chcialam wieczorem wyjsc bo siedze calymi dniami z wiktoria powiedziala do mnie " wes bo sie wzruszę" i zaczela mi zarzucac jaka jestem zła itd. siedzialam sama w pokoju plakalam, napinalam miesnie bilam rekami w sciane, nie wiedzialam co ze sobą zrobić wzielam nóż i zaczelam ciąć sobie ręce. nic mi to nie dało więc wzielam chyba z 8 tabletek ibupromu. teraz od 3 dni jest mi niedobrze, mam dreszcze i nic nie jem bo mam odruchy wymiotne. Moje życie zupełnie nie ma sensu. Kiedyś myślałam o tym żeby popełnić samobójstwo ale po śmierci kolegi myśle że za bardzo by to bolało wszystkich w koło i mamę. Co ja mam zrobić.. nie chce tak żyć............ moje zycie to taka ciągla monotonia. nikt nie zwraca na mnie uwagi, stracilam znajomych, chlopaka.. jedyne co to wiem że pomagam mamie i że jej jest łatwiej chociaz wcale mnie nie docenia i tego nie widzi...... cholera brak mi juz słow by opisać to jak i co czuje. To straszne! i nie mam na nic czasu ;(
majka doskonale CIę rozumiem bo sama musiałam zajmować się młodszą siostrą...nagle wszystko spadło na mnie i nie bardzo wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Dla mnie jedynym rozwiązaniem i wyjściem było wynieść się z domu ale na to musiałam czekać do pełnoletoności.Tylko to,że niedługo skończe 18 lat trzymało mnie jakoś bo chyba bym zwariowała. Wiem,że kochasz mame bo to widać ale ona nie może obarczać się odpowiedzialnością za siostre. To jest jej dziecko i ja nie mówie,że masz nie pomagać czy nie pobawić się ale ty wykonujesz bardzo dużo obowiązków ,których nie powinnaś wykonywać. A jak się zapatrujesz na szczerą rozmowe z mamą?jak będzie miała dobry dzień,usiąść i szczerze powiedzieć co czujesz.Tak jak tutaj nam napisałaś.Ona może nie wie,że robi Ci przykrość,że czujesz się zagubiona i zła,że wszystko straciłaś. Czasami taka rozmowa może otworzyć jej oczy...możesz ją poprosić by zabrała CIę do psychologa a on już po rozmowie z Tobą odpowiednio porozmawia z mamą i może ty nie będziesz musiała. Druga opcja gdy ta z psychologiem nie wchodzi w gre to pedagog szkolny,który też potrafi pomoc w takich sytuacjach. Może masz kogoś zaufanego w rodzinie,babcie,ciocie kogoś kto jest Ci bliski...chodzi cały czas oto by ktoś uswiadomił Twojej mamie jakie popełnia błędy a ja widze ich wiele i przykro mi,że są tacy rodziece i ,że dzieci muszą się tak czuć:(