Witam,
bardzo bym prosil o pomoc w postawieniu wstepnej diagnozy dla mojej malzonki.
Co pewien czas moja zona wpada w stan depresyjny (choc nie wiem czy to prawidlowe okreslenie) polaczony z agresja skierowana wobec mnie. Okresy takie trawaja dosc dlugo - 2 - 3 tygodnie. W ciagu ostatnich 7 miesiecy, zdarzyly sie juz 3 takowe, a sam problem istnieje juz od dosyc dawana - kilku lat.
Niestety nie udalo mi sie "zlokalizowac" zadnej konkretnej przyczyny wywolujacej taki stan. Z reguly jako powodu dla swojego zachowania, swoistego zapalnika, uzywa ona dosc prozaicznych rzeczy ktorych w zaden sposob nie mozna by uniknac (np. zbita szklanka, przebita opona, moje inne zdanie w jakiejs sprawie, mimo ze i tak na koniec zgadzam sie na jej propozycje). Z mojej strony dodam tylko, ze (w moim odczuciu) nie dalem jej zadnych powodow do tak strasznego niezadowolenia. Nie uwiklalem sie w zadne romanse, jestem raczej domatorem i codziennie po przyjsciu z pracy staram sie ja odciazyc w obowiazkach domowych: zmywanie, pranie, zajmowanie sie dzieckiem, itd.
Podczas "takich" okresow obwinia mnie o wszsytko co zle, ale kiedy staram sie spokojnie porposic ja o konkrety to slysze tylko ogolniki albo spotykam sie z jeszcze wieksza agresja. Kiedy probuje ja ignorowac i nie wdawac sie w pyskowki (czasem zdarza mi sie nie wytrzymac i kazac jej sie zamknac), jej agresja wzmaga sie. Stara sie mnie obrazic uzywajac wszystkich mozliwych wulgaryzmow. Dostaje sie tez calej mojej rodzinie (moja rodzina mieszka bardzo daleko - a ja nie jestem w zaden sposob uwiazany/uzalezniony od rodzicow). Zdarzylo sie jej rzucac roznymi przedmiotami po domu i rzucic na mnie z piesciami.
Kiedy taki okres mija, z pworotem staje sie mila i kochajaca zona. Niestety moje proby namowienia jej na wizyte u lekarza spelzaja na niczym. Kiedy poruszam ten temat, to zona albo zaczyna plakac albo stara sie obwinic mnie znowu o wszystko (najczestszy zarzut - za malo jej pomagam). Wiec najczesciej, zeby nie "prowokowac" znowu, poddaje sie, liczac naiwnie ze jak bede sie staral pomagac jeszcze bardziej to moze sie to nie pwotorzy. Niestety powtarza sie to coraz czesciej.
Chyba nie musze mowic jaki katastrofalne skutki ma to dla mnie. Coraz czesciej sam popadam w apatie i ogolne przygnebienie. Ale najbardziej martwie sie o nasza mala coreczke, ktora jest swiadkiem tego. To chyba ironia losu, ze zawsze pragnalem dla swojego dziecka usmiechnietego dziecinstwa, ktorego sam nigdy nie mialem.
Tak wiec jeszcze raz chcialem prosic o porade odnosnie doagnozy. Jesli bede wiedzial czego szukac, to moze jakos uda mi sie w koncu rozwiazac ten problem.
Pozdrawiam
Radek




