Historia dość skomplikowana. Nie dotyczy mnie, a osoby, którą poznałem nie dawno. Znamy sie jakieś dwa tygodnie i kilka dni temu razem z kolegami wśród których był owy potencjalny schizofrenik paliliśmy marihuane. F. (tak go bede nazywal) palil jak smok przez ostatenie pol roku, ale postanowil skonczyc z tym i sie oderwac, ale jednak z nami sobie zapalil.
Nasteppnego dnia mowil, ze ma jakies wizje laczenia sie z Bogiem, a w oczach kolegi widzi szatana i to do tego stopnia, ze nie potrafi siedziec z nim przy jednym stole. Bo niby Bog mowi mu, co on mysli i nie tylko on, ale i my. Dzwoni tez ciagle do dziewczyny owego ucielesnienia szatana, ktorego bede nazywal K. i mówi jej ze K. ja oszukuje i zrobi jej krzywde. Ona tez jest w trudnej sytuacji bo F. to jej przyjaciel.
F. pojechal do Wroclawia do jakiejs kuzynki, ktora niby jest psychologiem, ale i tak dzowni do nas i o wszystkim mowi. Trwa to juz kilka dni. Podobno byl u jakiegos ksiedza we Wroclawiu, ktora ma zabrac go do jakiegos osrodka i na jakies swiecenia w ciagu roku? Ale czy to prawda? Ja tam uwazam, ze ma schizofrenie. Duzo czytalem o tym a i u mnie w rodzinie moja ciotka byla chora.
A moze to jest kwestia tego, ze po tym jaraniu zielska cos mu beret zrylo?



