Witam, problem który chcę wam przedstawić nie dotyczy mnie lecz mojego byłego już niestety chłopaka. Ma on 20 lat i od listopada 2009 czyli od jakis 4 miesiecy ma omamy słuchowe. Słyszy wiele głosów, kilkanaście, czasami mu daradzają ( typu nie mów nikomu o tym co słyszysz bo wszyscy sie od ciebie odwrócą poślą do czubków) ale przeważne sa to bezsensowne informacje, dialogi, jakieś relacje-podobno najczesciej o polityce. Początkowo w listopadzie i jakoś do połowy grudnia było lepiej o tyle że słyszał je czasami, tzn że moja obecność, bliskość ze mną pomagała mu na tyle że się uspokajał i głosy milkły niestety później gownie w styczniu pogorszyło sie, moja obecnośc mu nie pomagała. Był ciągle niespokojny, zauważyłam pewną różnice w jego zachowaniu, nie chciał sie juz tak czesto widywać, rozmowy telefonicznie traktował jak torturę, odbierał to jako ciągłą kontrolę zerwał ze mną podając inny powód bo bał sie że jak sie dowiem to uciekne od niego, przestrasze sie i zerwe całkowicie kontakt. Powiedział mi o tym niedawno, po ponad miesiącu od naszego rozstania bo pozostałam przy nim jako przyjaciółka. Wrocił do mnie lecz tylko na 2 dni bo ten problem jednak nie pozwala mu na bycie z kimś, jedyna dla niego ucieczka, forma uspokojenia sie to samotność-głośna, bardzo głośna muzyka i gry komputero-mówi że wtedy głosy cichną, zagłusza je. Dlatego też ostatnio troche sie izoluje, zawsze był pełen zycia, teraz szuka jakiegoś wyjscia, lecz jak ktoś mu proponuje wyjscie do baru rzadko sie zgadza, wymyśla wymówki albo ucieka dość szybko bo słyszy te głosy i chce być sam żeby sie uspokoić. Dodam że po nim nie widać że on słyszy te głosy, nie rozmawia z nimi, zdaje sobie sprawę z tego że to co słyszy jest tylko w jego głowie, widać że ma problem ale w żaden sposób przynajmniej jak narazie a trwa to juz ponad 4 miesiace nie widać że to problem takiej natury. Jest rozdrażniony, denerwuje sie bardzo tym co sie dzieje, tym że słyszy te głosy i nie chce iść do lekarza bo obawia sie że trafi do szpitala, że wszyscy sie od niego odwrócą. A ja mimo że zostawił mnie juz dwukrotnie, teraz jak podał prawdziwą tego przyczyne obiecałam mu że bede przy nim jako przyjaciółka bo jak narazie tylko ja o tym wiem. Ale nie znam sie na tym, nie mam pojecia czy to co sie dzieje to musi oznaczać schizofrenie i musze go za wszelką cene zaciągnąć do lekarza czy to może jakiś objaw przejściowy, wywołany stresem (dodam że rok temu włamali sie do niego do domu, okradli, przez długi czas o ile nie do tej pory spał z nożem pod poduszką bo bał się że ktoś może wejść do jego domu i zrobić krzywde, znowu okraść, nie czuje sie bezpiecznie w tym domu, do tego jego tata jest poważnie chory i ma problemy finansowe wywołane ta kradzieżą). Nie wiem co robić, jak mu pomóc, on nie chce pomocy lekarskiej, czy mogę mu jakoś inaczej pomóc? Bo wiem że musze, nie moge go zostawić samego. Proszę o jakąs rade.