Otóż kilka dni temu, napisał do mnie ktoś.
Jak się okazało ten ktoś, to chłopak z mojej szkoły.
Wziął mojego maila z forum naszego liceum.
Dowiedziałam się, ze jest zapisany do klasy równoleglej, ale ma nauczanie indywidualne i w szkole od wrzesnia go nie było.
Chłopaka sytuacja przedstawia sie mniej wiecej tak:
W 2-giej klasie podstawowki mial wypadek samochodowy.
Mial 3 operacje... ale jakos to wytrzymal.
Gdy mial juz wrocic do szkoly okazalo sie, ze musi sie przeprowadzic.
Przeprowadzka wiazala sie ze zmiana szkoly.
Podobno byl w szkole wytykany palcem, bo byl niesmialy i bal sie poznac z dzieciakami.
Dostawal grozby na kartkach, gluche telefony i wyzwiska - uwazali go za gorszego, bo kulal i bal sie.
Zaczal wagarowac, zmiany szkoly konczyly sie tym samym - bal sie ludzi.
W koncu wspolnie z mama postanowili, ze bedzie mial nauczanie indywidualne.
I tak przychodza do niego nauczyciele... ale...
on przez ten brak kontaktu z rowiesnikami i strach przed ludzmi dostal choroby psychicznej
"zespół omamowo urojeniowy w okresie adolescencji"
Chlopak jest bardzo sympatyczny. Bardzo wrażliwy, uczuciowy.
On potrafi wszystko opisać słowami tak, ze sie ma wrazenie, ze sie w tym uczestniczy.
Jak opisuje wiejacy wiatr, to ma sie wrazenie, ze smaga cie po wlosach.
Dziś mi powiedział, że chce sie zabić.
Chcę mu pomóc.
Ale nie wiem, czy się da...



