Witam... Od dawna wydaje mi się, że jest ze mną coś nie tak, chociaż wielokrotnie wmawiałam sobie, że to nie prawda. Już sama nie wiem, więc zwracam się do Was o pomoc. W 3 klasie szkoły podstawowej wierzyłam głęboko w Boga i go kochałam, czytałam Biblię, chodziłam do kościoła, jak najczęściej tylko mogłam, starałam się pomagać innym, jak najlepiej mogłam i nie popełniać grzechów, śpiewałam w chórze, codziennie modliłam... ludzie mnie szanowali, lubiłam z nimi przebywać, rozmawiać. Rok później poznałam kilka przyjaciół i było mi naprawdę świetnie. Postanowiłam z przyjaciółką wywoływać duchy, poddawać rytuałom, czytać futhark i takie tam. Rzuciłam wiarę w Boga i zajęłam wraz z nią na dobre magią. Ale ona odbierała to jako zabawę i nie słyszała nigdy głosów. Ze mną było zupełnie odwrotnie. Wtedy gdy spadały przedmioty bałam się, że to jakaś siła wyższa je zrzuca, słyszałam głosy i miałam wrażenie, że ciągle mnie ktoś podsłuchuje, bardzo dużo razy miałam halucynacje. Najwięcej ich było gdy pewnego dnia zostałam sama w domu, bo rodzice gdzieś poszli... Zapytałam sama siebie we własnym pokoju "Czy jest tu ktoś?" i ku mojemu zdziwieniu ukazała mi się twarz, potem druga, trzecia i tak kilka. Bałam się, krzyczałam, ale one wciąż były. Obsesje od tej pory miałam. Później zaczęła się obsesja na punkcie okaleczeń. Próbowałam sobie przebić język nożyczkami i od tej pory mdleję na widok krwi. Miałam głupie pomysły, ale kochałam cierpienie i ból... Nie wiem jak... Nie umiem tego wyjaśnić. Ból sprawiał mi radość do pewnej chwili. Minęły jakieś 2 lata od tego zdarzenia i było to już poważniejsze. Tym razem zaczęłam bać się ludzi, uciekać od nich, żyłam i żyję we własnym świecie, boje się własnych myśli, miewam przywidzenia i halucynacje, nie umiem rozmawiać z ludźmi, gdy coś chcą uciekam od nich i nie mogę nad tym zapanować. Tak po prostu, mówią coś, a ja nie słucham i uciekam. Nie wiem czy to normalne. Straciłam przyjaciół i taka się stałam. Teraz mam jedną dobrą znajomą, ale ona mówi, że to głupoty i coś ze mną nie tak. Już sama nie wiem. Najgorsze jest to, że patrzę ciągle na niebo - mogę tak 5 godzin bez przerwy i chyba nic nie myślę.. W nocy próbuje się zabić, ale mówię, że nie chcę i robię to wbrew własnej woli. Boje się siebie... Nie wiem co ze mną... Czasami mdleję i nie chcę wstać... Mam wrażenie, że ktoś mnie trzyma i nie chce puścić, że chce mnie zamęczyć na śmierć... Teraz znalazłam sobie zajęcie inne niż oglądanie jednego punktu: rysowanie. Ponoć mam talent, ale nie wiem. Jak maluję rzeczy na kartce widzę inny, idealny świat. Gdyby nie to, już dawno chyba bym umarła. Czy mam schizofrenie? Jak to leczyć? Czy to kiedyś minie!? Proszę o odpowiedź.
Witam.Ja namawiałabym Cię żebyś poszła do psychiatry i zaczęła leczenie, ale najpierw porozmawiaj z jakiś zaufanym księdzem.Myślę, że to nie zaszkodzi a napewno pomoże.Opowiedz mu o wywoływaniu duchów i skutkach jakie to wywołało.Jeżeli trafisz do księdza z powołania on pokieruje Cię dalej i jego pomoc może okazać się tym czego potrzebujesz.Życzę powodzenia.pozdrawiam.
Po przeczytaniu jednego posta a potem twojego posta. Ręce zaczęły trząść mi się gorzej niż po obejrzeniu najgorszego Horroru lub przy największym mrozie. Jest to naprawde straszne. Wszelkie zamieszania Religijne są ciężkie dla psychiki człowieka, ale sam byłem twierdzenia, że wywoływanie duchów itp. to nie są żadne żarty. To jest coś więcej niż zabawa, to igranie z własną psychiką, szczególnie dla osoby tak związanej duchowo z "Bogiem". Osobiście jestem Ateistą i wierze, że dusza ludzka po śmierci rozchodzi się po świecie i "coś" się z nią dzieje lub nie dzieje, a świadomość znika, ale wielu ludziom Religia pomaga - jestem tego w pełni świadom i myśle, że jesteś taką właśnie osobą, tak zostałaś wychowana i zawsze dawało ci to siłę. Dobry ksiądź powinien pomóc ci w twoim problemie. Kolejna sprawa: Warto zgłosić się do psychiatry. Po drugie: Jeżeli palisz - Nie pal/ogranicz.