Witam Wszystkich. Jestem nieco schorowaną jednostką, która jednak bardzo chciałaby mieć dziecko :) Pisałam posta na ten temat w NEUROLOGII. Jestem po guzie rdzenia kręgowego i w tym miejscu chciałabym jedynie Was bardzo prosić o opis Waszych doświadczeń - konsekwencji zdrowotnych, jakie wywołała ciąża. Decyzję muszę podjąć sama...a właściwie już ją podjęłam. Chcę jednak wiedzieć na co konkretnie muszę się przygotować? Mówiąc kolokwialnie, jak bardzo ciąża utrudnia życie? Co szwankuje najbardziej? Możecie podzielić się swoją wiedzą? Oczywiście to tylko pytanie poglądowe, bo każdy przypadek jest inny, ale może dzięki Waszym historiom będzie mi łatwiej się przygotować i ocenić ryzyko :) Muszę to zrobić sama, bo moi lekarze nie czują się "władni" :) Pozdrawiam Was.
Czytałam Twoje posta w neurologii i cóż mogę powiedzieć....no każda ciąża jest inna. Ja np przez pierwsze miesiące w ogole tej ciązy nie czułam. Brzuch byl mautki więc i kręgosłupa nic mi nie obciązało. Nie puchłam, nic się nie działo...Jedyny dyskomfort jaki czułam to to, ze córka była ułozona pośladkowo i kręcąc się sprawiała, że trochę bolały mnie zebra. Cc - nie bolało i wszystko było ok. Ja ze swojej strony mogę polecić ciążę każdej kobiecie. Super przezycie i zero problemów. Ale niestety wiesz, że nie zawsze tak jest... Ja zyczę Ci aby Twoja ciąża przebiegła tak samo jak moja badz jeszcze lepiej :)
No jak zwykle wikam ma racje ...ja najgorzej wspominam jesli chodzi o obciążenie te ostatnie 2 miesiące,miesiąc. Wszystko zalezy od tego ile wagi przybędzie wiadomo więc nie ma co jeść za dwoje a wzbogacić diete. Ja w pierwszej ciąży jadłam jak prosiaczek no i przybyło 25 kg...od połowy juz właściwie ciężko było w drugiej juz byłam douczona i jak pisałam wyżej ostatni miesiąc był tylko dokuczliwy.
Ja moja ciaze rowniez wspominam super, ale znam przypadki gdzie dziewczyny narzekaly na bol plecow i opuchniete nogi, czasami zdarza sie tak, ze kobiety musza przelezec cala ciaze... tego nikt nie wie jak bedzie przebiegala ciaza, nawet i super zdrowe kobiety maja czasem problemy, a co do pecherza to dzidzia powoduje ucisk i chodzi sie do wc czesciej ;) Ja rowniez zycze Ci jak najlepiej :)
Co do parcia na pęcherz...poprostu częściej chce Ci się siku i nie jest to jakiś nie przyjemne albo groźne pod warunkiem,że nie daleko do toalety:) I to troszke później im dzidzia większa tym częstsze wizyty w toalecie:)
Wiesz, wlasnie czytalam na google troche o tych parciach w toalecie i wyczytalam, ze moze to byc niebezpieczne dla dziecka, nie byla to opinia lekarza tylko panie z problemem zaparc sie wypowiadaly na forum.Mysle, ze dobrze by bylo gdybys jednak sprobowala dowiedziec sie czegos wiecej na ten temat od lekarzy. A czy probowalas kiedykolwiek uzyc jakis lekarstw albo domowych sposobow na zaparcia? Kobiety na danym forum polecaly syrop Laktuloza albo Florax badz tez czopki glicerynowe, ktore mozna stosowac w czasie ciazy. Trzeba rowniez duzo pic, jesc platki owsiane, otreby,jogurty jablka itd.
wracając do tematu pierwszego posta. ja jestem astmatykiem, mam za sobą leczenie w PZP (borderline ten kto mnie zna tu dłużej wie że byłam też aktywna w watku psychiatria) i co teraz? na obie choroby nie biorę leków objawów brak psychiatra do którego chodzilam jakis czas nie chce mnie widziec normalnie karmie piersia i nic sie nie zapowiada by moj stan zdrowia mial ulec pogorszeniu...
na moim przykladzie nie bylo lepszego lekarswra jak ciaza dla mnie;) POZYTYWNE NASTAWIENIE to polowa sykcesu. da sie tylko trzeba chciec;) nawet jezdzac nas wozku inwalidzkim mozna zajsc w ciaze zostac maTKA I RADZIC SOBIE .
pzdr i zycze sukcesu. noo... a co do toalety...ja akurat nie mialam zaparc, cale 9 miesiecy normalnie chodzilam az za czesto
Dziękuję Wam za miłe słowa :) Zdecydowana już jestem i faktycznie połową sukcesu jest zapewne dobre nastawienie :) Mam też nadzieję, że bardziej dramatyzuję, niż życie pokaże :)
Z tym parciem to u mniej jest trochę gorsza sprawa, bo nie chodzi tyle o zaparcia (chociaż one też nie są mi obce) ale bardziej o to, że mam pęcherze neurogenny, czyli taki dziwaczny ;) Często, żeby najnormalniej w świecie się wysikać, muszę przeć...i tego się właśnie boję :( Z drugiej strony rzeczywiście kobiety na wózkach zachodzą w ciążę i w miarę bezpiecznie ją przechodzą :) Jakieś samocewnikowanie, czy coś...też wchodzi w grę :( No brzmi tragicznie, ale cóż...Poza samą możliwością utraty dziecka najbardziej się boje, żeby na tym wózku nie wylądować :/ Nie będę jednak tej myśli do siebie dopuszczać :)
Myśle,że nawet gdyby nie jest to aż tak strasznie mocne parcie,które mogło by zaszkodzić dziecku mam tu na myśli to o czym piszesz. Mnie przykładowo ginekolog wręcz mówił,żebym ćwiczyła mięśnie kegla a więc parła i rozluźniała aby łatwiej urodzić.
W kwestii parć to powiem to samo co dziewczyny wyżej. Jesli czułam taką potzrebę to parłam i nic złego się nie działo. A cewnikowanie? Przezyłam to przy cc (no bo chodi o to samo?) i jeśli bardzo zależałoby mi na ciązy to chodziłabym z cewnikiem i 9 miesięcy :) A siusienie - tak jak wyżej, częsciej kobiety w ciązy oddają mocz juz pod sam koniec ciąży. No i jak mówi Agusia w ciązy nie je się za dwóch :)))))
To co piszecie odnośnie swoich doświadczeń jest piekielnie cenne :D Cewnikowanie może być właśnie na stałe (tak jak piszesz) lub doraźne, wykonywane przez samego delikwenta ;) Ale to już trzeba potrafić, żeby się nie uszkodzić :/ Taks sądzę, bo nie próbowałam...jeszcze ;)
AllyEm napisał(a): jak bardzo ciąża utrudnia życie? Co szwankuje najbardziej?
Hej Ally :) no troszkę utrudnia. Urodziłam 1,5 miesiąca temu :)) miesiąc przed terminem :/ Przed ciążą na nic nie chorowałam, waga maks. 55 kg., wzrost 1,65 kg. no i powiem Ci tak: na początku, tzn. tak od 9 tyg. ciąży zaczęły się nudności, najgorzej wspominam okres bożonarodzeniowy, prawie nic nie jadłam, a że jestem głową rodziny to przygotowywałam ryby i... myślałam, że skonam, przygotowywałam je na raty i byłam bliska wymiotów :( a jestem ogromnym smakoszem ryb :) w tamtym okresie także (ok. 9 tydz. c.) zaczęło męczyć mnie potworne zmęczenie, Sylwestra przespałam, spałam od 18.00-10.00 rano! Później miałam kilka (ok. 4) lepszych tygodni, ale od lutego znowu spojawiło się ogromne zmęczenie, wiem, bo z tego tytułu wzięłam 2 tyg. urlop w pracy. Okres zima-wiosna to ciągłe infekcje tzw. przeziębienia (wcześniej nic takiego mnie miało miejsca), ale nie brałam antybiotyku. A tak od 7 miesiąca ciąży bolał mnie brzuch - spory ciężar, potem zaczął się ból kości ogonowej, od początku lata zaczęły puchnąć stopy i palce u rąk, musiałam kupić buty o 1 rozmiar większe, i przestać nosić obrączkę :) Na 1,5 miesiąca przed terminem zrezygnowalam z pracy, bo był to dla mnie za duży wysiłek, jestem urzędnikiem, ale pracuje bardzo intensywnie i nie dawałam rady, poza tym jazda autobusem to u mnie w mieście chwilowy koszmar, zresztą raz straciłam równowagę i o mało się nie wywaliłam :/ Ale co zauważyłam: praktycznie nikt nigdy nie ustąpił mi miejsca w autobusie, a nawet patrzą z pogardą "gdzie z tym brzuchem leziesz" :( Ja powiem tak: mi było bardzo ciężko i z tego co wiem moim koleżankom z pracy też, większość z nich nie pracuje, są na L4.
A i polecam poród naturalny :) a ciąża no cóż... trzeba było przeżyć. Jeszcze tylko raz :))) za kilka lat :) waga skoczyła mi z 55 kg. do 75 kg., 10 poszło przy porodzie, a 10 zostało i teraz z tym walczę :) a co do apetytu to zaczęłam jeść więcej dopiero miesiąc przed, a wtedy waga sporo mi skoczyła, ale wyglądałam dobrze, bo dziewczyny w pracy nie wierzą mi, że aż 20 kg. przytyłam i stwierdziły, że takiej laski w ciąży to nigdy nie widziały :)
Ja urodziłam miesiąc wcześniej i ostatnie 3 tyg. to było ciągłe chodzenie do toalety, nawet co pół godz.