Witam, mamy rodzinny problem który nie wiemy jak rozwiązać. Mój brat choruje na schizofrenie, nie chce się leczyć uważa, że wszystko jest w porządku. Zaczęło się to prawie dwa lata temu, lecz powody załamania wydaje się nam, że dużo wcześniej. Brat jest inteligentną osobą, zdał maturę, skończył studium informatyczne, zrobił prawko na ciężarowe, ma kurs spawacza itp. Obecnie ma on 27lat jako 20sto latek miał problem z prawem a mianowicie stanął w obronie kolegi za co został ukarany zawiasami (takie nasze Polskie mądre prawo) nie miał kasy aby się odwołać, a że Pani prokurator to była rodzina "poszkodowanego" a ojciec jego to wielka szycha(wyliczał mu kogo to on nie zna i że go może zniszczyć), dlatego bez gadania został skazany, co wywarło na niego duży wpływ. Jeszcze pamiętam jeździł na sprawę i maturę zdawał, aż zaczął palić z nerwów. Jakieś 3 lata temu zmarł nasz tata, którego on reanimował 2 razy, za pierwszym razem przywrócił mu czynność za drugim razem poleciała krew z ust, aż musiał wtedy wyjść, gdyby nie on to tata zmarł by już w domu. Po śmierci taty postanowił, że pomoże mamie, zwolnił się z pracy -poszedł na tiry... no i wtedy się zaczęło, on sam twierdzi, że wtedy to się zaczęło. Po prostu po zrobieniu prawka okazało się, że do tego się nie nadaje. Były epizody, że zasnął przed kółkiem, miał sny w nocy, że zjeżdża z góry, przez to prawie nie spał w nocy itp. Zaczęło się zwalnianie z pracy, pracował wtedy w wielu firmach bo nie mógł nigdzie zagrzać miejsca, kiedy ktoś powiedział mu coś złego to się zwalniał i szukał gdzie indziej pracy. A kredyt rośnie, a go to wcale nie obchodzi(obecnie mama go spłaca). Zrezygnował z pracy za kierownicą i poszedł do zakładu jako spawacz, popracował w jednym miejscu, zwolnił się i poszedł do drugiego. Wtedy zaczął świrować: chodził po ulicy śmiał, gadał sam do siebie, chodził w tę i z powrotem. Początkowo myśleliśmy że bierze narkotyki, bo tak się zachowywał był pobudzony itp. Nawet doszło do tego, że sam mówił, że bierze narkotyki. Nasza rodzina jest dosyć duża, jest nas 5cioro dlatego jak zaczął się problem to najstarsi siostra i brat wzięli sprawy w swoje ręce, tzn. zmusili go do leczenia (dwa żywioły ponieważ siostra to spokojna osoba jest pielęgniarką wiec musi taka być, natomiast brat to taki nerwus), zawieźli go do szpitala, zgodził się na leczenie był tam kilka miesięcy. Jak przyjechał to wyglądał strasznie, przytył, chodziła jak zombi, to był dla nas szok! Źle zrobił, bo siedział pare tygodni w domu, brał leki, ciągle spał, ale postanowił wyjechać. Więc odstawił leki wziął się w garść i pojechał do Holandii z naszym kuzynem i paroma innymi z nasze miejscowości. Niby wszystko było.k mama do niego dzwoniła, dobrze się czuł, jedynie był zmęczony bo 12 godzin pracowali.Przyjechał raz po miesiącu, przywiózł nam ful słodyczy, zachowywał się o.k. więc myśleliśmy, że najgorsze minęło. przyjechał drugi raz, już był bardziej nerwowy. Przyjechał trzeci raz na urlop i się zaczęło. Błąd polegał na tym, że wyjechał on do pracy z ludźmi, którzy nie stronili od alkoholu, wie sie tam nauczył pić. Pił codziennie. Zresztą zaczne od początku jego przyjazdu. Przyjechał w któryś tam dzień już nie pamiętam, wziął psa i poszedł się z nim przejść, wyszedł rano w laczkach, my już go nawet szukaliśmy, ale wrócił sobie wieczorem jakby nigdy nic. Kumpli miał wtedy pełno, szczególnie w barze. Codziennie powtarzało się jedno, wychodziła wracał późno albo na drugi dzień. Dochodziły nas różne sluchy np. mój chłopak widział go jak kulał się w rowie, dosłownie. W tym czasie za każym razem jak nie wracał do domu, ja szłam go szukać, nigdy go nie znalazłam, nie wiem gdzie on chodził, co robił całe dnie i noce. Później zaczęło być coraz gorzej, w niedzielę po ciągłym piciu alkoholu wpadł do domu i roztrzaskał swój komputer i wieże. Mam wezwała policje(już nie wspominając, ze wyważył drzwi u jednego gościa który u nas wynajmował pokój). Musze przyznać, że policjant miał podejście bo spokojnie z nim porozmiawiał, wytłumaczył, że mame powinien szanować, że ona o niego dba itp. Następnie po paru dniach dostaje telefon od siostry, że brat wybił połowe szyb w barze o piątej nad ranem. Wtedy naprawde się załamaliśmy, trafił do więzienia, z którego go wyciągnęliśmy, chociaż wcale nie chcieliśmy. Chcieliśmy to tak załatwić rzeby zawieźli go odrazu do szpitala, jednak prawo jest takie, że nie da się tak tego zrobić. jedynie załatwiliśmy, ze karetka przyjechała i go obejrzała, i że leki wziął przy nas zanim go wzielismy. Dla naszej rodziny to był cios, policja przyjeżdżała do nas już wtedy często.Po tym wszystkim brat wrócił po urlopie do Holandii, gdzie znowu się wszystko zaczęło, szefowa zadzwoniła do nas, że brat zamyka się w łazience i nie chce wyjść, że jeżdzi albo chodzi po jakimś placu w kółko, że podobno szedł na pieszo do Polski (był już przy granicy Niemieckiej)ale policja go odtransportowała z powrotem do Holandii. Cud nad cudami, dla nas to nie pojęte. Zwolnili go wtedy z pracy, nie dziwie się ludzie którzy z nim mieszkali poprostu się go bali. Zawieźli go busem do Polski jednak zostawili go jakieś 60km od naszego miasteczka z wielkimi torbami, oczywiścnie nie trafił do domu. Wrócił na drugi dzień, bez bagaży, twierdził, że był na dyskotece a torby zostawił u kolegi. My go oczywiście szukaliśmy, nawet na policje zadzwoniłam, szukaliśmy go na stacji na mieście itp. obecnie jest on w domu niedawno znowu zaczął pracować ale popracował tylko tydzień. Wyszedł porostu z pracy i nie wrócił. Twierdzi on, że jak idzie do pracy to zaraz ma potrzebe zwolnienia się. Znów siedzi w domu, ale chociaż zarejestrował się jakoi bezrobotny, kłóci się z mamą, nie mogę tego znieść jak słysze o 12stej w nocy jego głoś nerwowy, jak sie kłóci z tą biedną 60cio letnią kobietą(która codziennie łyka silne tabletki uspakajające). Ona już uważa te kłótnie za coś normalnego, bo on tak prowadzi rozmowy. Ale ja widze, że ona jest na skraju załamania, zresztą moja druga siostra wpadła przez to wszystko w depresje. Cała rodzina jest przybita. Nikt nie wie co robić, jak pomóc. Zresztą on nie chce, ostatnio z nim o leczeniu rozmawiałam to mi powiedział, że on nie potrzebuje się leczyć, że wszystko jest o.k. że on by chciał jedynie iść do psychologa pracy, który by go ukierunkował co ma robić w życiu. Mój brat uważa, że szpital psychiatryczny zrujnował mu życie. Ponieważ on chciałby znaleźć sobie dziewczynę ponieważ ma już swoje lata a nigdy nie był na poważnie żadną dziewczyną. Ostatnio opowiadał mi, że był na dyskotece i rozmawiał z pewną dziewczyną, podszedł do niej nasz kuzyn i powiedział jej na ucho, że on był w szpitalu psychiatrycznym. Mówił, że ta dziewczyna się tak na niego spojrzała jakby zobaczyła kosmitę, jest to przykre tym bardziej, że po dyskotece został pobity, może właśnie przez to. Mieszkamy w małym miasteczku i tutaj każdy o wszystkim wie, mi osobiście nikt nic nie powie bo ja jestem taką osobą, że zaraz bym coś wypaliła w obronie, ale mojej mamie jedna babka w sklepie powiedziała, że jak on kogoś zabije to będzie nasz wina. Az krwią zalewa jacy ludzie są głupi!Ostatnio siostra znalazła coś o przymusowym leczeniu, może to by mu pomogło?Boimy się, ze wróci to co było latem, że znów coś wywinie. Teraz nie ma kasy i bierze od mamy albo pożycza to 2złod rodzeństwa, jak nie dostanie od mamy to wtedy jest awantura, raz w takiej awanturze powiedział, że on chciał nas raz zabić w nocy, i wyszedł krzycząc że teraz idzie kogoś zabić. Ja nie wiem czy wierzyć w to co mówi, czy on sobie zdaje sprawę z tego. Jak mu mam nie chce dać to mówi, że będzie żebrał. Ostatnio był u psychiatry w związku z tą sprawą o wybicie szyby(właściciel nie wniósł sprawy do sądu bo i tak na ty skorzystał, brat dał mu 1000zł i drugie1000dostał z ubezpieczenia), miał zostać tam 4 dni ale się nie zgodziła, a szkoda. Chciała bym rzeby wziął się w garść, ale trzeba od czegoś zacząć ale od czego? BŁAGAM NIECH KTOS TO PZRECZYTA I MI POMOŻE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!