Witam- też jestem z tych starających, ale już po pewnych przejściach :(
Po 5 latach starań (4 lata "luzie" i prawie rok konkretnie) udało mi się zajść w ciążę, niestety poroniłam w kwietniu w 16tc - dziecko miało zespół wad genetycznych i natura tak zdecydowała. Ból fizyczny to pestka w porównaniu z bólem psychicznym. Chociaż dzisiaj patrzę już na to wszystko trochę inaczej i myślę, że może dobrze się jednak stało - bo jakie życie miałoby to dziecko...
Mój gin skierował mnie z mężem na badania genetyczne, czekanie na wynik to wieczność, ale jest dobrze, tzn. nasze kariotypy są prawidłowe, a prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka wynosi 95% :) Wychodzi na to, że możemy zaczynać wszystko od nowa, tylko, że to też nie takie proste, a czas ucieka. Najgorsze jest to, że jak się chce za bardzo, to nic z tego nie wychodzi. Wiem, że tak jest bo tamta ciąża była zaskoczeniem - nie udawało nam się, więc w końcu sobie odpuściłam. Natura płata figle, tylko szkoda że się źle skończyło. A teraz jestem na etapie "chciałabym a boję się", no może na razie będę się starać, ale bez starania- tzn. co będzie to będzie, a może się uda i może będzie zdrowe, a najlepiej bliźnięta :)
Pozdrawiam wszystkie czekające na cud...




