Witam!
Mam problem,ktory trwa od listopada zeszłego roku. Dosłownie w jednej chwili zaczęła boleć mnie noga i tak już zostało po dziś dzień. Wysiadłam z samochodu, poczułam coś na zasadzie skurczu w okolicy mięśnia brzuchatego prawego podudzia i tak z tym "skurczem" męczę się już pół roku. Miałam robioną biopsję chirurgiczną. Wykluczyła ona raka (takie było pierwotnie podejrzenie),ale nie wniosła do leczenia nic nowego. Ciągle wizyty kontrolne,co jakiś czas rezonans magnetyczny,tak obecnie wygląda moje życie. Gdy jest zimno, noga boli mnie na tyle,że potrzebuję pomocy by wstać. Ratowało mnie jedynie ciepło.Obecnie nie ma to większego znaczenia. Z każdym dniem ból jest coraz bardziej natarczywy. Gdy jeżdżę na rowerze, czy noszę buty na podwyższonym spodzie (ale nie na obcasie), nie ma mowy o normalnym funkconowaniu. Rwie mnie całe podudzie. Tego co jest w mojej nodze, nie da się usunąć, bowiem tkwi to zbyt głęboko w mięśniu. Ale takie rozwiązanie byłoby najlepsze.Niestety,ani ja ani nikt nie chce bym została kaleką. Siedzieć za długo tez nie mogę,stać wykluczone. Byłam już u neurologa (wszyscy mowili,że to schorzenie neurologiczne),ale wizyta nic nie pomogła i nie wykazała niczego, co związane jest z tą dziedziną medycyny. Badania żył, usg, masaże, leczenie ultradzwiękami- nic nie dały.Lekarze załamują ręce, nikt nie wie co zrobić,by mi ulżyć.A ja już nie mam za bardzo siły borykać się z tą nogą, nie wiedząc co dalej...Dlatego proszę o pomoc.Chyba nie jest to temat do Archiwum X. Wierzę, że są ludzie,Lekarze, którzy mogą mi jakoś pomóc. Podam namiary do Pana Profesora ze szpitala im. Kopernika w Łodzi, który mnie prowadzi, mam wszystkie badania. Moi Rodzice wiedzą nawet więcej niż ja. Dziękuje Wszystkim, którzy przeczytają mój list. Może to jest droga, wyjście, bym zaczęła normalnie żyć i chulać, jak przystało na 25 latkę:) Pozdrawiam cieplutko




