Witam. Mam 18 lat. Jestem 3 tyg po aborcji. Nigdy bym nie pomyslala ze będę pisać o swoich problemach na forum... Jednakże jest mi z tym wszystkim strasznie trudno i po prostu czuje potrzebę wyrzucenia tego wszystkiego z siebie. A być może znajda się tu kobiety w podobnej sytuacji, z takim problemem... Wiem, liczę się z tym, ze mogę zostać tutaj zmieszana z błotem albo okrzyczana gowniara. Jednak takie słowa mi w ogóle nie pomaga... Tak, zrobiłam błąd. Zabilam swoje dziecko. Odczuwam tego straszne skutki. Czuje się totalnie pusta. Nijaka. Najprostsze rzeczy sprawiają mi trudność. Nic mi nie wchodzi do głowy. Potrafię w jednej sekundzie zamknąć się w sobie, nawet jeśli otacza mnie milion osób. I bez powodu zaczynam płakać....
..Nie wiem co Ci napisac, naprawde.. czytalam Twoje poprzednie posty.. wynikalo z nich ze sie boisz co teraz bedzie ale cieszysz sie, ze bedziesz miala dziecko.. przykro mi ze podjelas taka decyzje.. ktora niestety nie da sie cofnac.. wiem ze teraz zalujesz, ale niestety bedziesz musiala z tym zyc.. Pisalas, ze chlopak Ci pomoze, ze nie dociera jeszcze to do niego ze bedzie ojcem ale bedziesz miala pomoc z jego strony... Co sie stalo, ze podjelas taka decyzje..??? Ktos Cie do tego zmusil? Jak rodzice zareagowali na Twoja ciaze...? Wydaje mi sie, ze niepodjelas sama decyzji o aborcji..
Tak, masz racje, cieszylam się. Wydawało mi się ze wszystko się ulozy... Ze napewno będzie bardzo trudno ale się ulozy. Myslalam ze będę miała poparcie... Nie u mamy, taty, hmm teściowej a u chłopaka... Miałam... Do czasu. Kiedy powiedział o ciąży swojej mamie pierwsze co powiedziała to: niech poroni! Niech usunie! Latwo powiedzieć... Od tamtej pory stracilam poparcie u partnera. Już nie widział on żadnej dobrej strony tego wszystkiego. Jak nakręcony powtarzał : to dziecko nie będzie miało przyszłości, nie będziemy mieli pieniędzy na jego utrzymanie... Wszystko od tej pory było na nie. Może i miał racje. Ale ile było i jest przypadków ze ludzie w gorszych sytuacjach dawali sobie radę.. Sama jestem takim przypadkiem. Moja mama urodziła mnie w wieku 17 lat. Było ciężko, owszem ale wszyscy żyjemy...
Zostałam wtedy sama z tym wszystkim. Bez poparcia najważniejszej dla mnie osoby. Nie wiedziałam co ze mną będzie dalej. Moja mama nie wtracala się do niczego. Czułam ze ona chce mieć wnuczka. Sama tak mówiła. Mimo tego ze był to dla niej ogromny szok. Cieszyła się kiedy była ze mną na USG... Jednak nie mogła postawić się mojemu tacie. Musiała robić to co on chciał. Jego decyzja była tylko jedna... Nieodwolalna. Powiedział mi ze jeżeli się sprzeciwie to on mnie wyrzuci z domu, przestane dla niego istnieć i nie chce mnie widzieć do końca życia i ze nie będę już jego córka... Bolesne. Ale tak mi powiedział prosto z mostu. Nie miałam w nikim poparcia. Co moglam zrobić ? Nie miałam żadnego wyjścia ;(
Jejku współczuję Ci, aż się poryczałam. Nie rozumie myślenia Twojego taty-szok, jak można tak postąpić :( przecież to nie on by wychowywał maleństwo, a Twój chłopak- nie wiem ale moim zdaniem jeżeli na to pozwolił to jest nieodpowiedzialny, sama nie zaszłaś w ciążę. Jeżeli teraz Cię nie wspiera to nie zasługuje na Ciebie! Może spróbuj znaleźć sobie jakieś zajęcie, żeby tyle nie myśleć-wiem że łatwo się mówi, z czasem nauczysz się żyć z pustką po maleństwie, na pewno będzie ciężko ale dasz radę. Mam nadzieję że już nigdy nie będziesz musiała niczego podobnego przeżywać.
Niestety... Życie boli. To wszystko moja wina. Powinnam być mądrzejsza a zachowalam się jak nieodpowiedzialny gnoj. Mama mojego chłopaka mnie nie nawidzi... Mówi ze to wszystko to był spisek ! Ze zrobiliśmy to specjalnie ! Ciekawe w jakim kurna celu. Gdybyśmy zrobili to specjalnie to byśmy walczyli. Nie wiem jak ona myśli...
Teraz mój chłopak stara sie mnie wspierać. Nie wiem czy on w jakiś sposób to przeżywa... Może przeżywa, w środku... A nie pokazuje tego aby mnie nie dobijac... A może nawet o tym nie myśli. Ma łatwiej... To nie on przeżywał to wszystko... Złe samopoczucie ranne, wymioty, które oznaczaly ze noszę w sobie...dzecko. Nie przeżył zabiegu... Nie wie jakie to uczucie.
Ja nie mam na nic ochoty. Przed rodzicami udaje ze wszystko jest wporzadku. Wracam do domu, klade się i zamykam w swoim świecie. A mój chłopak, wychodzi z koleżankami na dwór, na kosza, ja wtedy zostaje sama i się zastanawiam... Czy to wszystko ma sens ? Czy to jest prawdziwe? Udawane?wymuszane? Po czym dochodze do wniosku, ze za dużo myśle, kombinuje. Moja bezsilnosc i wkrecanie sobie tysięcy rzeczy przejawia się we lzach. On mnie przecież kocha, gdyby tak nie było by o mnie nie dbał, nie przejmowal się, nie mówił ze kocha, nie był czuły... A może myśli ze po prostu musi tak robić ? Ze to jego obowiązek. Eh, widzicie? Doszukuje się niepotrzebnie czegoś czego nie ma. To mnie niszczy.
Przepraszam, za bardzo się rozpisalam ale muszę to wyrzucić. Może ktoś mnie zrozumie.
Strasznie mi Ciebie zal... Twoj ojciec, masakra.. zmusil corke do aborcji.. przeciez sam zostal ojcem w mlodym wieku.. zamiast wykazac sie troska o Ciebie i okazac wsparcie.. no na poczatku mial prawo pokrzyczec, bo pewnie myslal ze skonczysz szkole, znajdziesz prace a dopiero pozniej zaczniesz bawic sie w dom.. jednak zycie chcialo inaczej.. Nikt nie pozostawil Ci wyboru decydowania o wlasnym zyciu.. napewno Ci Ciezko.. porozmawiaj z chlopakiem o tym co zaszlo.. powiedz mu co czujesz i spytaj jak on to odbiera.. moze tez to przezywa, ale nie pokazuje tego.. a moze juz nie ma problemu i zycie dla niego toczy sie dalej.. jest opiekunczy bo Cie kocha.. ale nie wiem czy potrafilabys zyc z kims kto uwaza ze problemu juz nie ma.. A Ty nie mozesz siedziec z tym problemem sama.. problem dotyczy Was obojga i kiedys bedziecie musieli o tym porozmawiac.. Zycze Ci zeby wszystko sie ulozylo..
Doskonale Cię rozumiem bo moja mama jak zaszłam w ciąże(17 lat miałam)wyrzucała mnie z domu z 4 razy. Ja miałam oparcie w facecie(teraz mężu) i jego mamie więc dałam rade...i chciałam tego dziecka mimo młodego wieku.
Nie wiem co napisać bo cokolwiek napisze będzie to banalne i nie ukoi Twojego żalu. Ale spróbuj pomyśleć tak,że nie zabiłaś tego maluszka,że on oddalił się na jakiś czas ale przyjdzie taki moment(odpowiedni moment,i odopowiedni facet)i pojawi się znowu tylko troszke pozniej. Ten sam tylko w innym czasie...pomyśl,że czeka na dogodniejszy moment. A co do chłopaka...gdyby kochał mimo wszystko postawił by się i nie pozwolił by znikną owoc jego miłości,waszej miłości. Ja bym go olała,zajeła się swoim życiem,zawalczyła bym o sibie...za jakiś czas znjdzie się wspaniały facet z którym będziesz mogła mieć dzidziusia(tego co tam czeke) a on będzie Cię na rękach nosił i nie da zrobić krzywdy ani Tobie ani maluszkowi. Trzymaj się.
Dziękuje bardzo za te słowa otuchy. Naprawdę się nie spodziewalam. Sadzilam ze zostanę potraktowana jak zwykły śmiec... Bo niestety na wieru forach tak ludzie reagują na podobne tematy.
Mam nadzieje ze z upływem czasu wszystko mi się jakoś ulozy.. Ze w środku mnie nastąpi wreszcie spokój i porządek którego mi brakuje. Ake żal smutek i ból na zawsze będę nosiła w sercu.
Zaszłam w ciąże jak Agusia. Z domu nikt mnie nie wyrzucał wszystcy pomagali i było super. Ale!!! Nie dziwie się decyzji, którą podjęłaś i nie mam najmniejszego zamiaru Cię potepiać. Nie wiem jak miałabyś sobie poradzić bez wsparcia kogokolwiek. Chłopak zabrałby tyłek i polazł cholera wie gdzie, Ciebie ojciec wywalił z domu ( i niech nkt nie mówi, że nie bo tacy ludzie istnieją!) i skończyłabyś w domu samotnej matki. Dziecko żywiłabyś i ubierała za co? Miłością wyżyć nie można.Uchroniłabyś życie dziecka skazując je na jakie te owe życie? Nie wiem jak postapiłabym na Twoim mijescu. Pewnie podobnie. Zresztą nie miałabym wybór gdyby moi bliscy zachowali się jak Twoi. Ktoś kto nie znalazł się w sytuacji podobnej do Twojej nigdy nie poczuje się tak jak Ty. Nie doradzi też nic sensownego bo poprostu nie umie. Moja koleżanka zaszła w ciążę i też liczyła na to, ze rodzice zmienią zdanie. Nie zmienili. Koleżanka siedzi na opiece społecznej a kiedyś jak przyjechała do mnie to jej dziecko jak nikt nie widział "ukradło" mi mleko!!!! Rozumiecie? Małe dzieciątko wzięło sobie mleczko! :( Ja na to wszystko patrzeć nie mogę...Koleżanka załamana sfrustrowana, dziecko niedojedzone o zabaweczkach nie wspominając. Ale niestety tak kobiety będące same wychowują dzieci. I chyba nie musze mówić co się dzieje kiedy trzeba wyadać nieistenijącą kasę na leki kiedy dziecko jest chore. W Twojej sytuacji nie było dobrego wyjścia, wyboru. Oczywiście są kobiety, które na Twoim miejscu by urodziły i ok, fajnie. Pozatym nie dokonuje się aborcji dla wygody ale zanim się osądzi trzeba znaleźć sie w takiej sytuacji jak Ty. Nie usprawiedliwiam aborcji ale nie będę też ganić czynów osoby, której nie znam i sytuacji w której na szczęście nikt mnie nigdy nie postawił. Pamięc zostanie ale mam nadzieję, ze ból zelżeje. I tak jak Kalinka - mam nadzieję, ze nie spotka Cię już nigdy nic podobnego. A to, ze przezywasz to co się stało moim zdaniem świadczy o tym, ze jesteś dobrym człowiek (przez chwilę zagubionym). Znam panie, które usunęły nie jedną ciąże i mają to w głębokim poważaniu.
Nawet najwiekszemu wrogowi nie Zyczylabym aby znalazł się w takiej sytuacji.
Rozumiem... Chcieli dla mnie dobrze...szkoła, wykształcenie... Ake czasem myśle ze po prostu dla nich było to najprostsze...pozbyć się kłopotu i mieć wszystko w gdzieś, nie martwić się. Ciekawi mnie tylko czy pomyśleli o mnie..czy wzięli mnie pod uwagę. Bo coś wątpię. Mama chłopaka ani razu nie zapytała się jak się czuje.. Nic.
Agusia ma chyba racje..ze to moje kochane dzieciatko czeka na odpowiedni moment, czeka na mnie. Ale co będzie jeżeli to mnie wszystko przerosnie i nie będę potrafiła je pokochac ? Nie będę potrafiła na nie spojrzeć.. Mając w głowie co kiedyś zrobiłam. Albo Bog będzie chciał dla mnie dobrze i sprawi ze pokocham to dziecko i będę dobra matka w przyszłości albo podtanowi mnie ukarać za ten czyn.
Myślę, że Twoi rodzice własnie chcieli dla Ciebie dobrze. A, ze taką drogę wybrali? Widać taką uznali za słuszną. Napewno jednak mają sumienie i myślę, że i oni cierpią na swój sposób. Jestem pewna, że pozbierasz się po tym wszystkim. A kiedy zajdziesz w planowaną ciąże i bedziesz miała u swego boku partnera, który Cię wesprze "złe zmory" odejdą :) Stala się przykra rzecz ale...stała się i koniec. Nie ma sensu rozpamiętywać i się zadręczać. To nikomu nic nie da! Uważam, ze NIE JESTEŚ złą osobą :) Potrzebujesz trochę czasu aby dojść do równowagi. Bardzo Ci współczuję i trzymam mocno za Ciebie kciuki! Mówiłam już o tym nie raz ale powiem raz jeszcze. Wyobraź sobie, ze moja koleżanka w przeciągu 5 lat zrobiła tak : zaszła-usunęła, zaszła-urodziła, zaszła-usunęła, zaszła-urodziła, zaszła-usunęła a potem zerwałam z nią kontak więc nie wiem jak dalej miała się jej jak to mówię "śmiertelna wyliczanka"..... Koleżanka dla swoich dzieci jest super extra mamą. Swietna kobieta. A aborcje? Nie odcisnęly żadnego pietna na jej psychice. Ma to gdzieś. Zlikwidowała problem i tyle. To jest dopiero....nawet nie wiem jak to nazwać...patologia, dewiacja, rzeź ?????!!!!!! Brak slów.....
ps. Pomyśl jak się zachował Twoj chłopak i jego rodzina....Chciałabyś w przyszłości stanowić jej część?
teraz przydałaby ci sie wizyta u psychologa bo sama nie dasz sobie rady.
Czy twój ojciec pomyslał o tym czy w przyszłosci bedziesz mogła miec dzieci ? Nie rozumie takich osób które zmuszaja swoje dziecko do takiego czynu. Współczuje ci bo zapewne jest ci ciezko. Zawsze bedzie do ciebie wracała ta chwila.Ale musisz byc silna.
Tak, pomyślał. Ale powiedział ze to będzie moja kara za to wszystko i muszę przyjąć konsekwencje. Tak samo gdy rozmawialam z nim o tym wszystkim przed podjęciem decyzji o zabiegu i mówiłam ze tego nie chce, ze się boje itp, ze boje się o moja psychikę bo odrazu powiedziałam ze nie dam sobie z tym rady. Powiedział : -trudno. To będzie twoja kara.
Nie mogę pojąć ludzi, którzy podejmują takie decyzje! Nie mówię tu o Tobie Ukapuka ale o Twoim ojcu, bo to on ją podjął za Ciebie.
Ukapuka napisał(a):Powiedział : -trudno. To będzie twoja kara.
ja nie chcę wiedzieć jaka będzie Jego kara za to co zrobił. Bardzo Ci współczuję ale nic więcej nie napiszę, bo brak mi słów po prostu. Musisz się trzymać i koniecznie zasięgnij opinii psychologa jak będziesz czuła, że nie dasz sobie z tym rady. Czas leczy rany chociaż po tej może zostać głęboka blizna. Nie mniej jednak trzymaj się i jak najmniej o tym myśl, bo niestety stało się. Pozdrawiam Cię!